Dowidzenia, dowidzenia, drogę przed siebie już znasz

Z druhną Lucyną Andrysiak poznałem się w 1996 roku podczas Bieszczadzkiej Akcji Szkoleniowej. Tak się złożyło, że mieliśmy okazję wspólnie przemierzyć drogę ze Wetliny do Włocławka jej samochodem marki Polonez, spędzając wiele godzin na rozmowach o harcerstwie, życiu i młodości. Od tamtej pory zaczęła się moja przygoda w Chorągwi Kujawsko-Pomorskiej (wspominałem o tym http://swojdruh.pl/na-wlasnej-skorze/) . Przez wiele lat mieliśmy okazję współpracować z poziomu hufca, a od kilku lat pełniąc funkcję przewodniczącego Rady Chorągwi Kuj-Pom ZHP. Druhnę Lucynę, powszechnie lecz serdecznie nazywaną „szefową” zapamiętam jako osobę dbającą o relacje z ludźmi, umiejącą pogodzić najbardziej podzielonych zachowując przy tym swoją pogodę ducha. Choć będzie nam jej brakować, warto wziąć w szczególności w tych sprawach z niej przykład.

Dziś wysłuchaliśmy wiele słów, w których każdy chciał pożegnać i wspomnieć najważniejsze cechy jej silnej osobowości, która przez wiele lat kształtowała przestrzeń życiową społeczności województwa. Powiało smutkiem, ale też optymizmem. Bo każdy z nas powinien wziąć za przykład wypełnione role naszej przywódczyni.

Najwięcej uwagi moim zdaniem przykuły słowa wypowiedziane przez druhnę Basię, bydgoską instruktorkę, wieloletnią współpracowniczkę druhny Lucyny, obecnie sekretarz Rady Chorągwi Kujawsko-Pomorskiej ZHP. Polecam lekturze i chwili zadumy.

„Czuwaj! Tak zapewne powiedziałaby teraz do nas na powitanie Druhna Lucyna, widząc nas zebranych na tej smutnej, pełnej bólu i cierpienia uroczystości. Jeżeli powiem, że żegnamy harmistrzynię Lucynę Andrysiak – może to zabrzmieć sztucznie, zbyt oficjalnie, obco. Powiem więc – zebraliśmy się, aby pożegnać i odprowadzić na miejsce wiecznego spoczynku wezwaną na Wieczną Wartę Druhnę Lucynę. Tak Ją będziemy wspominać i pamiętać.
Druhnę Lucynę!
Uśmiechniętą, pełną życia, radości, ciepła i miłości.

Chciałoby się powiedzieć bardzo wiele, jednak brakuje słów – żadne z nich nie wyrażą żalu po jej stracie, ani uznania dla jej dokonań. Stoję tutaj, bo chcę w ten sposób w imieniu osieroconej, tak, osieroconej, braci harcerskiej, oddać hołd naszej kochanej Druhnie Komendantce.

Zawsze życzliwa, zawsze pogodna, zawsze potrafiąca się wsłuchać w cudze problemy. Wyciągała swą pomocną dłoń do każdego, kto tylko pomocy potrzebował. Żyła dla innych, dla ukochanych córek, dla męża, dla rodziny, dla licznych przyjaciół, często zapominając o swoim zdrowiu, nie zawsze znajdując czas na swoją wielką pasję – żeglarstwo.
My, harcerze, byliśmy dla niej ważni. W szarej harcerskiej lilijce zamknął się cały Jej świat. Dla nas przemierzała kilometry, by zasiąść choć na chwilę przy wspólnym ognisku, zaśpiewać piosenkę. To dla nas miała zawsze dobre słowo, radę, wsparcie w sytuacjach kryzysowych. Jak nikt potrafiła godzić przysłowiowy ogień z wodą. Była dobrym duchem tej chorągwi.
Nasza obecność tutaj jest wyrazem wielkiej wdzięczności dla Druhny Lucyny za wychowanie kilku harcerskich pokoleń zgodnie z Prawem i Przyrzeczeniem Harcerskim, którym zawsze była wierna.
Olu i Agnieszko! Przyrzekamy Wam, że Wasza Mama zostanie na zawsze w naszej pamięci, że będziemy dbać o to, by ci, którzy przyjdą po nas, wiedzieli, kim była i ile dla nas znaczyła.

Druhno Lucyno!
Odeszłaś tak niespodziewanie. Wypełnienie pustki, którą po sobie zostawiłaś wydaje się wręcz niemożliwe. Możemy Ci tylko obiecać, że na zawsze będziesz w naszych sercach i pamięci. Wiemy, że jesteś teraz w lepszym miejscu i mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy mogli się spotkać. I każdy napotkany harcerz pozdrowi Cię tak, jak Ty to robiłaś przez wiele lat i tak jak my robimy to teraz. Czuwaj!”

hm. Barbara Małecka