Dowidzenia, dowidzenia, drogę przed siebie już znasz

Z druhną Lucyną Andrysiak poznałem się w 1996 roku podczas Bieszczadzkiej Akcji Szkoleniowej. Tak się złożyło, że mieliśmy okazję wspólnie przemierzyć drogę ze Wetliny do Włocławka jej samochodem marki Polonez, spędzając wiele godzin na rozmowach o harcerstwie, życiu i młodości. Od tamtej pory zaczęła się moja przygoda w Chorągwi Kujawsko-Pomorskiej (wspominałem o tym http://swojdruh.pl/na-wlasnej-skorze/) . Przez wiele lat mieliśmy okazję współpracować z poziomu hufca, a od kilku lat pełniąc funkcję przewodniczącego Rady Chorągwi Kuj-Pom ZHP. Druhnę Lucynę, powszechnie lecz serdecznie nazywaną „szefową” zapamiętam jako osobę dbającą o relacje z ludźmi, umiejącą pogodzić najbardziej podzielonych zachowując przy tym swoją pogodę ducha. Choć będzie nam jej brakować, warto wziąć w szczególności w tych sprawach z niej przykład.

Dziś wysłuchaliśmy wiele słów, w których każdy chciał pożegnać i wspomnieć najważniejsze cechy jej silnej osobowości, która przez wiele lat kształtowała przestrzeń życiową społeczności województwa. Powiało smutkiem, ale też optymizmem. Bo każdy z nas powinien wziąć za przykład wypełnione role naszej przywódczyni.

Najwięcej uwagi moim zdaniem przykuły słowa wypowiedziane przez druhnę Basię, bydgoską instruktorkę, wieloletnią współpracowniczkę druhny Lucyny, obecnie sekretarz Rady Chorągwi Kujawsko-Pomorskiej ZHP. Polecam lekturze i chwili zadumy.

„Czuwaj! Tak zapewne powiedziałaby teraz do nas na powitanie Druhna Lucyna, widząc nas zebranych na tej smutnej, pełnej bólu i cierpienia uroczystości. Jeżeli powiem, że żegnamy harmistrzynię Lucynę Andrysiak – może to zabrzmieć sztucznie, zbyt oficjalnie, obco. Powiem więc – zebraliśmy się, aby pożegnać i odprowadzić na miejsce wiecznego spoczynku wezwaną na Wieczną Wartę Druhnę Lucynę. Tak Ją będziemy wspominać i pamiętać.
Druhnę Lucynę!
Uśmiechniętą, pełną życia, radości, ciepła i miłości.

Chciałoby się powiedzieć bardzo wiele, jednak brakuje słów – żadne z nich nie wyrażą żalu po jej stracie, ani uznania dla jej dokonań. Stoję tutaj, bo chcę w ten sposób w imieniu osieroconej, tak, osieroconej, braci harcerskiej, oddać hołd naszej kochanej Druhnie Komendantce.

Zawsze życzliwa, zawsze pogodna, zawsze potrafiąca się wsłuchać w cudze problemy. Wyciągała swą pomocną dłoń do każdego, kto tylko pomocy potrzebował. Żyła dla innych, dla ukochanych córek, dla męża, dla rodziny, dla licznych przyjaciół, często zapominając o swoim zdrowiu, nie zawsze znajdując czas na swoją wielką pasję – żeglarstwo.
My, harcerze, byliśmy dla niej ważni. W szarej harcerskiej lilijce zamknął się cały Jej świat. Dla nas przemierzała kilometry, by zasiąść choć na chwilę przy wspólnym ognisku, zaśpiewać piosenkę. To dla nas miała zawsze dobre słowo, radę, wsparcie w sytuacjach kryzysowych. Jak nikt potrafiła godzić przysłowiowy ogień z wodą. Była dobrym duchem tej chorągwi.
Nasza obecność tutaj jest wyrazem wielkiej wdzięczności dla Druhny Lucyny za wychowanie kilku harcerskich pokoleń zgodnie z Prawem i Przyrzeczeniem Harcerskim, którym zawsze była wierna.
Olu i Agnieszko! Przyrzekamy Wam, że Wasza Mama zostanie na zawsze w naszej pamięci, że będziemy dbać o to, by ci, którzy przyjdą po nas, wiedzieli, kim była i ile dla nas znaczyła.

Druhno Lucyno!
Odeszłaś tak niespodziewanie. Wypełnienie pustki, którą po sobie zostawiłaś wydaje się wręcz niemożliwe. Możemy Ci tylko obiecać, że na zawsze będziesz w naszych sercach i pamięci. Wiemy, że jesteś teraz w lepszym miejscu i mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy mogli się spotkać. I każdy napotkany harcerz pozdrowi Cię tak, jak Ty to robiłaś przez wiele lat i tak jak my robimy to teraz. Czuwaj!”

hm. Barbara Małecka

Na własnej skórze

Odkrywcy nieznanego świata to propozycja programowa Wydziału Programowego Głównej Kwatery ZHP z 1996 roku. Materiał, który 21 lat temu zaprowadził „w świat wspaniałej harcerskiej przygody, cudownych przeżyć, fascynujących ludzi. Program, który zabrał w podróż mającą wzbogacić wiedzę, nauczyć że „człowiek jest tyle wart, ile z siebie może dać innym”.

Rok 1996, jak się okazuje miał duże znaczenie dla ukształtowania mojej osobowości i dzisiejszego życia. Matura, wypełnione po brzegi pierwsze wakacje, pierwsze instruktorskie funkcje, zauroczenie życiem, pierwsza praca. Tym razem skupię się jedynie na wydarzeniu, które ściśle koresponduje z tym, czym chcę się dzisiaj z Wami podzielić.

Jesienią osobiście wziąłem udział w programie odkrywcy nieznanego świata. Wraz z innymi instruktorami naszej chorągwi zebraliśmy się w naszej siedzibie przy ul. Dworcowej 56 w Bydgoszczy. Podzielono nas w pary i zalecono trzymać się razem. Osoby młodsze dostały zadanie, by przez całą podróż do Funki miały zakryte oczy. Partner szczelnie zabandażował głowę, by była pewność że nic nie widać. I tak zaczęła się moja przygoda z odkrywaniem świata osoby niewidomej. Blisko 5 godzin w ciągłej ciemności z świadomością, że jest się uzależnionym od przewodnika uzmysłowiła, jak tajemniczy i skomplikowany jest świat osób niewidzących. Jak często nie doceniamy możliwości, które innym oddziela bariera niepełnosprawności? Ten eksperyment pokazał mi, jak ważnym jest przekonać się na własnej skórze o sprawach nie będących w zasięgu własnej wyobraźni. Uzmysłowił, że warto dążyć do pełnego odkrycia i zrozumienia nieznanego świata.

Gdy 20 lat później moja córka Ewa zachoruje na cukrzycę, nie przypuszczam że doświadczenia odkrywcy nieznanego świata pomogą mi zrozumieć i pomóc w kształtowaniu mojej współpracy z tą chorobą.
Cukrzyca typu I to stałe przyjmowanie insuliny. Leku, który pozwala zastąpić zbuntowaną trzustkę do utrzymania odpowiedniego poziomu cukru w organizmie. Dlatego nasz „cukierek” może konsumować produkty bogate w węglowodany, a właściwe dozowanie insuliny utrzymuje odpowiednie poziomy. Obecnym dobrodziejstwem techniki jest pompa insulinowa, która poprzez wkłutą igłę do ciała, na stałe oraz w ilościach i potrzebnym czasie dozuje zaprogramowane przez nas dawki insuliny. Jest to dość wygodna metoda dla opiekujących się tą chorobą.

Pompa insulinowa Accu-Chek® Combo

Pompa = insulina + cała elektronika urządzenia z bardzo czułym dozującym tłoczkiem.
Zestaw infuzyjny = wężyk połączony z bardzo ważnym (ISTOTNYM) wkłuciem = igła o długości 6 mm otoczona plastrem pozwalającym odpowiednio przylegać do ciała.

Glukometr Accu-Chek®, paski kontrolne i nakłuwacz z motylem 🙂
Zestaw infuzyjny do pompy insulinowej

 

 

 

 

 

 

 

Pozostały proces obsługi to wymiana wkłucia. Regularnie dokonywana ma znaczenie dla zmniejszenia podrażnień skóry oraz lepszej przepustowości insuliny, która do ciała wprowadzana jest przez igłę. Producenci zalecają wymianę co trzy dni. W naszym przypadku praktyka jest troszeczkę inna, gdyż wyobraźcie sobie, że dziewczynka ważąca niespełna 30 kilogramów musi ukłuć się conajmniej 120 razy w roku. Efektem jest stały ceremoniał powtarzany u nas średnio co 5 dni, polegający na wkłuwaniu. Czynność ta nie należy do ulubionych zajęć Ewy. Aby poznać jak odczuwa nakłucia, z jakim dyskomfortem na codzień się zmaga nosząc pompę insulinową postanowiłem odkryć jej nieznany świat. Bo wspominając wrażenia towarzyszące poznawaniu świata osoby niewidomej uzmysłowiłem sobie, że poznać obciążenia chorego na cukrzyce muszę również na własnej skórze.

14 listopada przypada dzień światowy dzień cukrzycy i jest to również wigilia urodzin naszej Ewy. Postanowiłem że będę solidaryzował się z chorymi i moją córką. Założyłem sobie wkłucie i będę je nosił przez kilka najbliższych dni. Chcę na własnej skórze poznać co czuje Ewa, co czuje kilkaset tysięcy chorych w Polsce codziennie zmagając się z uciążliwymi czynnościami. Choć o swoich odczuciach napisze kiedyś więcej, już dzisiaj mogę powiedzieć, że ciężko przyzwyczaić się do ciała obcego na stałe obecnemu w mojej świadomości.

Ewa dziś kończy 11 lat i staje się formalnie nastolatką. Przed nami wspaniałe życie, mnóstwo przygód i ciekawych wyzwań. Dla mnie Ewcia zawsze będzie moją małą córeczką, którą zawsze będę przytulać i chętnie wariować, gdy tylko będzie na to okazja. Jestem przekonany że jej życie będzie kolorowe, pełne przygód i ciekawych wyzwań, że spotka cudownych ludzi i wspaniałych przyjaciół.

Na koniec zachęcam nas wszystkich do małej refleksji, którą niech wywołają słowa św. Jana Pawła II.:
„Człowiek tyle jest wart, ile może dać drugiemu człowiekowi”.
Czuwaj!
#SwojDruh

Ania i Jola kandydują na Naczelnika ZHP.

1868F5D5-76AE-4FEF-B6CC-2E8610BA700F

Mamy pierwsze kandydatki na funkcję Naczelnika ZHP. Ania jako pierwsze poinformowała opinię publiczną o swoich zamiarach. Wczoraj dołączyła Jola. Piszę o tych wspaniałych instruktorkach po imieniu gdyż znamy się osobiście. Czekamy na kolejne odsłony kandydatów. Póki co zapraszam Was do zapoznania się z sylwetkami, propozycjami, pomysłami na swoją wizję przyszłości ZHP jakie proponują harcmistrzynie Anna Nowosad i Jola Kreczmańska.

Choć w tym roku nie będę delegatem na Zjeździe ZHP, tak jak każdy harcmistrz żywo będę angażował się w dyskusję związaną z przyszłością, którą zapewnić mają nam nowe władze. Skoro powinniśmy inspirować i organizować swoje środowisko do potrzebnego społecznie działania, zachęcam do czynnej obserwacji internetu poświęconego zjazdowej dyskusji.

Czuwaj!

#SwojDruh

__________________________________________

110 tysięcy powodów.

22046634_1916608895255486_2252059695677484942_n

http://110tysiecypowodow.pl 

https://www.facebook.com/110tysiecypowodow/

 

__________________________________________

Róbmy wspólnie dobre harcerstwo

22405535_157786771484634_8052549896148277805_n

http://www.rwdh.pl

https://www.facebook.com/Róbmy-Wspólnie-Dobre-Harcerstwo-157524381510873/

 

Wehikuł Czasu Krąży Już od 23 lat.

W dobie Facebooka i powszechnego Internetu trudno sobie wyobrazić bariery w przekazywaniu ważnych informacji. 23 lat temu wyglądało to całkiem inaczej.

Obóz harcerski nad rzeką. Młoda kadra, niesforni uczestnicy, świetne miejsce i dobra pogoda. Kontakt ze światem zewnętrznym utrzymywany tylko dzięki radiu znajdującemu się w pobliskiej smażalni pstrąga. To właśnie stamtąd dociera do nas smutna wiadomość, po której wieczorny apel zmienia swoją formułę.

WP_20130727_048

Przy ognisku śpiewamy piosenki. Najchętniej zespołu Dżem. Ówczesna kadra pała zamiłowaniem do twórczości tej śląskiej grupy. Nikt nie przypuszcza, że już nigdy więcej nie usłyszy Ryszarda Riedla…

Ktoś zdyszany wbiega na obóz z sensacyjną wiadomością. Drużyny gotowe do apelu. Oboźny nie przerywa i rozpoczyna codzienny ceremoniał. Nastaje minuta ciszy. Poproszono mnie o zagranie piosenki, która miała dopełnić chwili powagi. Wehikuł czasu… Choć nie łatwo odnaleźć się w tej nagłej sytuacji uznaję, że to będzie najlepsza piosenka.

1077391_620977221265845_793904335_o

Choć ponad dwie dekady za nami, to wielu z nas powraca do jego wspaniałej twórczości. Rysiek przegrał ze śmiercią, ale nie jest przegranym. Pozostał idolem. Ludzie kochają go za to, jak uwiódł swoim niepowtarzalnym talentem. Dziś nikt nie ma już takiej charyzmy. Pamiętać trzeba jednak o finale jego barwnej historii. Niech pozostanie przestrogą dla nas wszystkich.

Ilustracją niech będzie piosenka zespołu TSA „51” z ostatniego festiwalu im. Ryśka Riedla.

23 lata temu byliśmy na obozie harcerskim w Mylof nad rzeką Brdą i mieliśmy mniej niż 20 lat. Dziś, 30 lipca 2017 roku mija 23. rocznica śmierci Ryszarda Riedla, legendarnego wokalisty zespołu Dżem.

Zapal świeczkę, za tych których zabrał los.

#40dobrychUczynkow

By być pożytecznym to byś spostrzegawczym, otwartym na innych i inspirować do działania – moim zdaniem.

Trzeci punkt prawa harcerskiego mówi, że  harcerz jest pożyteczny i niesie pomoc bliźnim. Nie jest żadną tajemnicą, że bliskie jest mi działanie dla innych. Wiem też, że wielu z Was chętnie wywiązuje się z tego harcerskiego zadania.

Robienie dobrych uczynków często kojarzy się z przysłowiowym „przeprowadzaniem babci na drugą stronę ulicy”. Tymczasem jest to zwykły stereotyp, a nie o takie sprawy chodzi. Bycie pożytecznym to sprawa złożona, ale bardzo prosta.

Zacznijmy od swojego najbliższego otoczenia. Niekiedy wystarczy dobrze się rozejrzeć, lub być spostrzegawczym by wyłowić sytuację wymagającą naszej reakcji. Zwrócić uwagę gdy ktoś coś zgubił, ustąpić pierwszeństwa spieszącemu się przechodniowi, czy miejsca bardziej potrzebującym. Warto też być sumiennym i obowiązkowym, przez co zaoszczędzić możemy na czasie i usprawnić komuś działanie. Dlatego przysłowiowe oczy i uszy szeroko otwarte są nam niezbędne do pożytecznej aktywności.

Więcej dobrego zyskamy, gdy zachęcimy więcej osób do honorowego krwiodawstwa, niż sami oddamy dopuszczalną co 2 miesiące donację.  Gdy np. dzięki naszemu zaangażowaniu krew odda 5 osób to uzyskamy 0 1800 ml więcej niż nasze 450. Ten prosty przykład pokazuje jak osoby świadome wartości oddziaływania na innych i inspirowania do działania mają realny wpływ na pomnażanie czynienia dobra. Dlatego warto zachęcać innych do pożytecznego działania.

W tym roku również, tak jak wielu moich rówieśników obchodzę 40 urodziny. Tak jak niekiedy na ślubach zamiast kwiatów para młodych oczekuje wsparcia na cel charytatywny. Tak również i ja, zamiast urodzinowych życzeń proszę o dobre uczynki. Dlatego zachęcam Was bardzo, przyłączcie się do akcjidzasz, przystąp proszę do akcji #40dobrychUczynkow.

Możesz je zaznaczyć na mojej stronie.
http://swojdruh.pl/mapa/
Mnie jednak wystarczy, gdy czyniąc coś dobrego pomyślisz o #SwojDruh

40du

Zosia.

Szczęśliwy człowiek to ten, który na swojej drodze spotyka wspaniałych ludzi. Ja mam tą wielką przyjemność takimi się otaczać. Od dziś będę pisał o ważnych dla mnie osobach. Będą to moi przyjaciele, koleżanki, koledzy, znajomi, współpracownicy, rodzina oraz ludzie, którzy są warci Waszej uwagi.
Cykl opowieści rozpocznę od kobiety, która wyjątkowo mnie inspiruje.
Mowa o Zosi z Łodzi, z którą współpracuję zawodowo. Formalnie jestem jej przełożonym, a z poleconych działań wywiązuje się jak mało kto. Jej praca jest wizytówką i wzorem do naśladowania przez innych. Czasem nawet łapię się na tym, że jest dokładniejsza ode mnie i bardziej dba o detale i efekty. Kobieca dokładność? 🙂
Mogłaby być moją mamą. I chyba to też ma duże znaczenie dla naszych relacji. Jak wiecie z moją rodzicielką rozstałem się w 2013 roku. Często tęsknię za naszym czasem. Stąd ten szacunek i wyjątkowe relacje z Zosią.
Dlatego życie jest piękne i szczęśliwe. Jestem szczęściarzem że spotykam takich ludzi.

Dziś otrzymałem od Zosi prezent z pobytu za granicą. Książkę o Watykanie i Rzymie. Jej opowieści i zachęty do poznania tego miejsca wpisują to miejsce na listę must have moich podróży. Książka atrakcyjna, bogato zilustrowana. Ale nie to jest najważniejsze. Od dziś jej dedykacja będzie dla mnie złotą myślą i niesamowitą pamiątką. Mało tego. Utwierdza mnie to też w przekonaniu, że trafiam na wspaniałych ludzi, co tylko motywuje by tą dobrocią odwzajemniać się na każdym kroku.

„Tak mało jest szczęścia na ziemi,
Że trzeba zbierać wspomnienia,
By w chwilach smutnych upajać się nimi
Jak woda w chwili pragnienia.”

Na pamiątkę z wycieczki do Włoch i pobytu w Watykanie Zosia z Mężem.

DZIĘKUJĘ!!!

Odważnie Ważyć Swoje Życie

Znajomi i bliscy na pewno zauważyli jak ZNOWU się „poprawiłem”. Mam tu na myśli jednak ponadplanowe kilogramy masy ciała. Moje BMI zdecydowanie informuje, że spotkałem się z nadwagą. Jest trochę lepiej (bo w 2014 miałem do czynienia z otyłością 1 stopnia), ale nie czuję się na tyle dobrze by być szczęśliwym człowiekiem. Stąd to kolejne wyzwanie zwalczenia nieprzyzwoitego wyglądu i całego stanu posiadania masy.

Mam sprawdzone sposoby i wiem, że podstawą jest:
– 5 posiłków dziennie
– stałe godziny np. 7:00, 10:00, 13:00, 16:00, 19:00
– ostatni posiłek conajmniej 3 godz przed snem i bez węglowodanów – czyli, chleba, makaronu, ziemniaków, ryżu itd.
– sumienność
– żadnych odstępstw od planu i eliminowanie słodkich i słonych przekąsek
– każdy posiłek zbalansowany. Podstawą białko (mięso, sery, ryby) + troszkę węglowodanów (ciemne pieczywo, kasza, ryż, pieczywo razowe) + warzywa (prócz buraczków i marchwi, bo to węglowodany).

 

DSC_0475

Nie zawsze tak było. Gdy jestem pytany o swoje zainteresowania, to nadal wspominam o pasji do biegów maratońskich. Tak, to prawda. Na swoim koncie mam 9 startów z sukcesem przekroczenia mety dystansu 42 km 195 m. Choć dziś mogę tylko pomarzyć o podobnej aktywności to wiem, że jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa i jeszcze uda mi się pokonać barierę czasu 4 godzin. A czapeczka „Czuwaj!” jeszcze nie raz będzie towarzyszyć mi w maratońskiej przygodzie.

DSC_0487

Dlaczego to wyzwanie i próba dokonania zmiany? Większość Internetu na mój temat wie o tym, że jestem instruktorem i działam w Związku Harcerstwa Polskiego. Działalność moja to wypełnianie misji ZHP, którą jest wychowywanie młodego człowieka, czyli wspieranie go we wszechstronnym rozwoju i kształtowaniu charakteru przez stawianie wyzwań. Dlatego nie bez znaczenia jest dawanie dobrego przykładu, który niesiony jest też np. w osobistym wizerunku. W szczególności, gdy pełnię zaszczytną funkcję Komendanta Hufca ZHP Włocławek. Czuję się zatem zobowiązany do konkretnego działania.

Osobą, która bez wątpienia daje dobry przykład podopiecznym swojej organizacji jest znany na całym świecie Szef Skautów Angielskich, Bear Grylls. Nie bez znaczenia dla jego popularności jest też współpraca z telewizją Discovery. Ale skąd jego fenomen? Wszystko dzięki jego talentowi, umiejętnościom, predyspozycjom ale przede wszystkim wytrenowaniu i samodyscyplinie którą realizuje przez całe życie.

Wracając do problemów niewłaściwej wagi. Nadmierne kilogramy to droga na skróty do wielu chorób. Są to między innymi: cukrzyca, choroby układu ruchu, nadciśnienie tętnicze, zawał serca, wylew, zwyrodnienia kręgosłupa, choroby nerek, miażdżyca, kamica żółciowa, podwyższony poziom cholesterolu i wiele, wiele innych. Zbyt duży bagaż to równie problemy z akceptacją swojego wyglądu i brak psychicznego komfortu. Choć nie czuję się zagrożony wymienionymi przypadłościami mam świadomość, że najwyższy czas skutecznie odchudzić się.

Skoro już tyle wiem o odchudzaniu to zapytacie dlaczego nadal jestem na diecie i gubię to co zbędne? Moim problemem jest owa sumienność. Życie w ciągłym biegu, olbrzymia ilość codziennych obowiązków oraz rola głowy rodziny nie zawsze wspierają dążenia do właściwego trybu odżywiania się. By więcej się nie tłumaczyć podejmuję wyzwanie dla samego siebie i startując z wagi … (podam tylko dla lubiących mnie na fb #SwojDruh🙂 zamierzam do 1 stycznia osiągnąć masę ciała … kg.

Na koniec, podsumowanie rozważań o „Odważnym ważeniu swojego życia” w skrócie:
1. Robię to dla siebie i swojego zdrowia
2. Mam plan na i krok po kroku, co miesiąc będę go realizować.
3. Muszę poprawić swój wizerunek.
4. Nie przystoi osobie „dość publicznej” występować z drugim podbródkiem
5. Warto czerpać z dobrych przykładów i dzielić się własnymi działaniami z innymi.
6. Bo warto podejmować wyzwania.

Wpis ten dedykuję przede wszystkim sobie, jako motywację do osiągnięcia upragnionej wagi. Traktuję to też jako osobiste wyznanie i próbę zachęty do działania wszystkich, którzy podobnie myślą na temat swojego zdrowia.

Trzymajcie kciuki za mnie, ja trzymam za Was.

Zanim będzie za późno…

Ostatni taki rok – bądźmy pożyteczni

39 lat minęło. Można by rzec, że to bardzo symboliczny czas bo powszechnie mówiąc już za rok, zmiana kodu czwórka z przodu. I co dalej? O tym dowiecie się za rok, ale co do tego czasu w ostatni rok przed czterdziestką?

Dzień 39. urodzin zaczął się jak na mnie przystało dość standardowo. Krótko po północy skończyłem obowiązki związane z działalnością Komendanta Hufca. Później żabi skok między Włocławkiem a Warszawą, kilka godzin snu i do pracy. 8 godzin bardzo wymagających jak na ten dzień służbowych działań kończy się chwilą pracy przy komputerze w towarzystwie dobrego obiadu Na Skrajnej

Potem upragnione spotkanie z rodziną. Biały tydzień Ewy trwa, więc cała ekipa dumnie uczestniczy w nabożeństwie majowym korzystając z radosnej atmosfery komunii świętej.

Następnie smaczne lody (Magnum oczywiście), coś na ząb i przygotowania do wieczoru. Przed urodzinowym tortem rowerowa przejażdżka – 39 kilometrów na 39 urodziny, umilona muzyką Dżemu ze Spotify.

Pożyczony od kolegi, na przygotowania http://bydgoszcztriathlon.pl super rower

Potem tort, tradycyjne 100 lat odśpiewane przez trójkę (najmłodszy już spał) i czas na chwilę zadumy i rozmyślań.

I tak trochę zastanowiłem się nad tym swoim życiem i uważam, że mam same podstawy by nazywać się szczęśliwym człowiekiem. O tym co mi się udało opowiem Wam kiedyś, ale najważniejszym osiągnięciem jest moja rodzina.

Co jednak na ostatni rok przed czterdziestką? Być pożytecznym, zanim będzie za późno.

Dalej będę pełnić swoje role i wywiązywać się z każdej jak najlepiej. Dla tych, którzy mnie jeszcze moje role to: mąż, ojciec trójki dzieci, instruktor ZHP (komendant hufca i przewodniczący rady chorągwi kuj-pom), pracownik korporacji i drobny przedsiębiorca. Nie jest tego mało i równowagę czasami ciężko zachować. Ale sprawę ułatwia wizja końca życia, co chcemy osiągnąć i jakie trwałe ślady po sobie zostawić. Zachęcam Was przy okazji do takiej projekcji i zobrazowania sobie pozostawienia po sobie świata.

Rodzina Walburg’ów – Michał, Marta, Ewa, Piotr, Rafał

Ostatnią sprawą, którą zostawiam na ten rok przed czterdziestką to zaproszenie Was do wspólnej gry. O szczegółach 10 czerwca, ale już dziś zdradzę jej sedno – być pożytecznym, zanim będzie za późno.

Do zobaczenia na szlaku, Czuwaj!

Swój Druh

Eli babka.

Babka ta jest tradycyjnym wypiekiem mojej rodziny. Od dziecka pamiętam, jak mój tata wraz z mamą przygotowywali to ciasto na święta. Wszystko w duecie. Mama dokładała składników a tata ręcznie zacierał wszystko w specjalnej misce.

Składniki:
– mąka poznańska – 2 szklanki
– mąka ziemniaczana – 1 szklanka
– śmietana
– margaryna Kasia – 1 kostka
– jaja – 5 sztuk
– cukier waniliowy
– proszek do pieczenia
– cukier 1,5 szklanki
– olejek rumowy

Potrzebne przedmioty:
– drewniana pałka do kręcenia babki
– wygodna miska do zacierania składników
– trzepaczka do jajek

Sposób przygotowania:

1. Utrzyj margarynę z cukrem i żółtkami. Używaj do tego drewnianej pałki (nigdy miksera)
2. sukcesywnie dodawać, po pół szklanki mąki rozcierając z poprzednimi składnikami
3. Dla rozluźniania ciasta dodawać pomiędzy szklankami z mąką po kilka łyżek śmietany
4. Dosypać cukier waniliowy i proszek do pieczenia.
5. Ubić pianę z białek (używając trzepaczki do jajek aż do momentu, gdy piana nie wypadnie z małej miski po jej odwróceniu do góry nogami), dodać do poprzednich składników
6. Wymieszać całość i do tego dodać 6 kropelek olejku rumowego
7. Całość dokładnie jeszcze raz przekręcić do dokładnego rozprowadzenia olejku rumowego.
8. Nałożyć ciasto do 2 blaszek i piec do zarumieniania.

Babkę można podawać posypaną cukrem pudrem. Najlepiej smakuje posmarowana masłem i popijana mlekiem.

Smacznego!

ELI BABKA – piaskowa babka na święta, przepis rodzinny: http://swojdruh.pl/eli-babka/

WP_20131128_008