Niekończący się Dzień Myśli Braterskiej

Jest taki okres w roku, gdy na Facebook masowo pojawia się zmiana zdjęć profilowych naszych znajomych na zdjęcie harcerskie. Tym samym chcemy przypomnieć o naszej harcerskiej przynależności, przeszłości, lub połączyć się z naszymi znajomymi składając życzenia z okazji Dnia Myśli Braterskiej. To miłe.

W ostatnim czasie zakończyły się moje dwie harcerskie role wypełniane dla harcerzy z Włocławka oraz w Chorągwi Kujawsko-Pomorskiej ZHP. Co roku we wspomnianym okresie miałem tą przyjemność życzyć swoim podopiecznym i wychowankom samych dobroci oraz trzymać kciuki za ich postępy i wypełnianie podjętej się misji. Wspaniała historia.

Moje dotychczasowe role opierały się na braterskim podejściu do drugiego człowieka. Taką postawę zakorzeniłem sobie od moich początków w harcerskim mundurze. Wierzę, że wielu z Was oraz wspólnie dotąd wędrującym myśli o świecie podobnie.

Słowa Roberta Baden-Powella kształtują naszą rzeczywistość. Jeden z cytatów najbardziej określa moje dążenia: „Posłannictwem moim jest rozprzestrzenianie przyjaźni i braterstwa na całym świecie”. Kiedyś nieświadomie, dzisiaj zgodnie z sobą i wizją przyszłości wypełniam zawołanie twórcy skautingu, dostojnego jubilata.

Dlatego wszystkim tym, z którymi do wczoraj miałem okazję razem wypełniać powierzone misje oraz wszystkim tym, z którymi od jutra przyjdzie zmieniać ten świat na lepsze życzę niekończącej się przyjaźni i braterskiego życia.

Czuwaj!

#SwojDruh

Na własnej skórze

Odkrywcy nieznanego świata to propozycja programowa Wydziału Programowego Głównej Kwatery ZHP z 1996 roku. Materiał, który 21 lat temu zaprowadził „w świat wspaniałej harcerskiej przygody, cudownych przeżyć, fascynujących ludzi. Program, który zabrał w podróż mającą wzbogacić wiedzę, nauczyć że „człowiek jest tyle wart, ile z siebie może dać innym”.

Rok 1996, jak się okazuje miał duże znaczenie dla ukształtowania mojej osobowości i dzisiejszego życia. Matura, wypełnione po brzegi pierwsze wakacje, pierwsze instruktorskie funkcje, zauroczenie życiem, pierwsza praca. Tym razem skupię się jedynie na wydarzeniu, które ściśle koresponduje z tym, czym chcę się dzisiaj z Wami podzielić.

Jesienią osobiście wziąłem udział w programie odkrywcy nieznanego świata. Wraz z innymi instruktorami naszej chorągwi zebraliśmy się w naszej siedzibie przy ul. Dworcowej 56 w Bydgoszczy. Podzielono nas w pary i zalecono trzymać się razem. Osoby młodsze dostały zadanie, by przez całą podróż do Funki miały zakryte oczy. Partner szczelnie zabandażował głowę, by była pewność że nic nie widać. I tak zaczęła się moja przygoda z odkrywaniem świata osoby niewidomej. Blisko 5 godzin w ciągłej ciemności z świadomością, że jest się uzależnionym od przewodnika uzmysłowiła, jak tajemniczy i skomplikowany jest świat osób niewidzących. Jak często nie doceniamy możliwości, które innym oddziela bariera niepełnosprawności? Ten eksperyment pokazał mi, jak ważnym jest przekonać się na własnej skórze o sprawach nie będących w zasięgu własnej wyobraźni. Uzmysłowił, że warto dążyć do pełnego odkrycia i zrozumienia nieznanego świata.

Gdy 20 lat później moja córka Ewa zachoruje na cukrzycę, nie przypuszczam że doświadczenia odkrywcy nieznanego świata pomogą mi zrozumieć i pomóc w kształtowaniu mojej współpracy z tą chorobą.
Cukrzyca typu I to stałe przyjmowanie insuliny. Leku, który pozwala zastąpić zbuntowaną trzustkę do utrzymania odpowiedniego poziomu cukru w organizmie. Dlatego nasz „cukierek” może konsumować produkty bogate w węglowodany, a właściwe dozowanie insuliny utrzymuje odpowiednie poziomy. Obecnym dobrodziejstwem techniki jest pompa insulinowa, która poprzez wkłutą igłę do ciała, na stałe oraz w ilościach i potrzebnym czasie dozuje zaprogramowane przez nas dawki insuliny. Jest to dość wygodna metoda dla opiekujących się tą chorobą.

Pompa insulinowa Accu-Chek® Combo

Pompa = insulina + cała elektronika urządzenia z bardzo czułym dozującym tłoczkiem.
Zestaw infuzyjny = wężyk połączony z bardzo ważnym (ISTOTNYM) wkłuciem = igła o długości 6 mm otoczona plastrem pozwalającym odpowiednio przylegać do ciała.

Glukometr Accu-Chek®, paski kontrolne i nakłuwacz z motylem 🙂

Zestaw infuzyjny do pompy insulinowej

 

 

 

 

 

 

 

Pozostały proces obsługi to wymiana wkłucia. Regularnie dokonywana ma znaczenie dla zmniejszenia podrażnień skóry oraz lepszej przepustowości insuliny, która do ciała wprowadzana jest przez igłę. Producenci zalecają wymianę co trzy dni. W naszym przypadku praktyka jest troszeczkę inna, gdyż wyobraźcie sobie, że dziewczynka ważąca niespełna 30 kilogramów musi ukłuć się conajmniej 120 razy w roku. Efektem jest stały ceremoniał powtarzany u nas średnio co 5 dni, polegający na wkłuwaniu. Czynność ta nie należy do ulubionych zajęć Ewy. Aby poznać jak odczuwa nakłucia, z jakim dyskomfortem na codzień się zmaga nosząc pompę insulinową postanowiłem odkryć jej nieznany świat. Bo wspominając wrażenia towarzyszące poznawaniu świata osoby niewidomej uzmysłowiłem sobie, że poznać obciążenia chorego na cukrzyce muszę również na własnej skórze.

14 listopada przypada dzień światowy dzień cukrzycy i jest to również wigilia urodzin naszej Ewy. Postanowiłem że będę solidaryzował się z chorymi i moją córką. Założyłem sobie wkłucie i będę je nosił przez kilka najbliższych dni. Chcę na własnej skórze poznać co czuje Ewa, co czuje kilkaset tysięcy chorych w Polsce codziennie zmagając się z uciążliwymi czynnościami. Choć o swoich odczuciach napisze kiedyś więcej, już dzisiaj mogę powiedzieć, że ciężko przyzwyczaić się do ciała obcego na stałe obecnemu w mojej świadomości.

Ewa dziś kończy 11 lat i staje się formalnie nastolatką. Przed nami wspaniałe życie, mnóstwo przygód i ciekawych wyzwań. Dla mnie Ewcia zawsze będzie moją małą córeczką, którą zawsze będę przytulać i chętnie wariować, gdy tylko będzie na to okazja. Jestem przekonany że jej życie będzie kolorowe, pełne przygód i ciekawych wyzwań, że spotka cudownych ludzi i wspaniałych przyjaciół.

Na koniec zachęcam nas wszystkich do małej refleksji, którą niech wywołają słowa św. Jana Pawła II.:
„Człowiek tyle jest wart, ile może dać drugiemu człowiekowi”.
Czuwaj!
#SwojDruh

Odważnie Ważyć Swoje Życie

Znajomi i bliscy na pewno zauważyli jak ZNOWU się „poprawiłem”. Mam tu na myśli jednak ponadplanowe kilogramy masy ciała. Moje BMI zdecydowanie informuje, że spotkałem się z nadwagą. Jest trochę lepiej (bo w 2014 miałem do czynienia z otyłością 1 stopnia), ale nie czuję się na tyle dobrze by być szczęśliwym człowiekiem. Stąd to kolejne wyzwanie zwalczenia nieprzyzwoitego wyglądu i całego stanu posiadania masy.

Mam sprawdzone sposoby i wiem, że podstawą jest:
– 5 posiłków dziennie
– stałe godziny np. 7:00, 10:00, 13:00, 16:00, 19:00
– ostatni posiłek conajmniej 3 godz przed snem i bez węglowodanów – czyli, chleba, makaronu, ziemniaków, ryżu itd.
– sumienność
– żadnych odstępstw od planu i eliminowanie słodkich i słonych przekąsek
– każdy posiłek zbalansowany. Podstawą białko (mięso, sery, ryby) + troszkę węglowodanów (ciemne pieczywo, kasza, ryż, pieczywo razowe) + warzywa (prócz buraczków i marchwi, bo to węglowodany).

 

DSC_0475

Nie zawsze tak było. Gdy jestem pytany o swoje zainteresowania, to nadal wspominam o pasji do biegów maratońskich. Tak, to prawda. Na swoim koncie mam 9 startów z sukcesem przekroczenia mety dystansu 42 km 195 m. Choć dziś mogę tylko pomarzyć o podobnej aktywności to wiem, że jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa i jeszcze uda mi się pokonać barierę czasu 4 godzin. A czapeczka „Czuwaj!” jeszcze nie raz będzie towarzyszyć mi w maratońskiej przygodzie.

DSC_0487

Dlaczego to wyzwanie i próba dokonania zmiany? Większość Internetu na mój temat wie o tym, że jestem instruktorem i działam w Związku Harcerstwa Polskiego. Działalność moja to wypełnianie misji ZHP, którą jest wychowywanie młodego człowieka, czyli wspieranie go we wszechstronnym rozwoju i kształtowaniu charakteru przez stawianie wyzwań. Dlatego nie bez znaczenia jest dawanie dobrego przykładu, który niesiony jest też np. w osobistym wizerunku. W szczególności, gdy pełnię zaszczytną funkcję Komendanta Hufca ZHP Włocławek. Czuję się zatem zobowiązany do konkretnego działania.

Osobą, która bez wątpienia daje dobry przykład podopiecznym swojej organizacji jest znany na całym świecie Szef Skautów Angielskich, Bear Grylls. Nie bez znaczenia dla jego popularności jest też współpraca z telewizją Discovery. Ale skąd jego fenomen? Wszystko dzięki jego talentowi, umiejętnościom, predyspozycjom ale przede wszystkim wytrenowaniu i samodyscyplinie którą realizuje przez całe życie.

Wracając do problemów niewłaściwej wagi. Nadmierne kilogramy to droga na skróty do wielu chorób. Są to między innymi: cukrzyca, choroby układu ruchu, nadciśnienie tętnicze, zawał serca, wylew, zwyrodnienia kręgosłupa, choroby nerek, miażdżyca, kamica żółciowa, podwyższony poziom cholesterolu i wiele, wiele innych. Zbyt duży bagaż to równie problemy z akceptacją swojego wyglądu i brak psychicznego komfortu. Choć nie czuję się zagrożony wymienionymi przypadłościami mam świadomość, że najwyższy czas skutecznie odchudzić się.

Skoro już tyle wiem o odchudzaniu to zapytacie dlaczego nadal jestem na diecie i gubię to co zbędne? Moim problemem jest owa sumienność. Życie w ciągłym biegu, olbrzymia ilość codziennych obowiązków oraz rola głowy rodziny nie zawsze wspierają dążenia do właściwego trybu odżywiania się. By więcej się nie tłumaczyć podejmuję wyzwanie dla samego siebie i startując z wagi … (podam tylko dla lubiących mnie na fb #SwojDruh🙂 zamierzam do 1 stycznia osiągnąć masę ciała … kg.

Na koniec, podsumowanie rozważań o „Odważnym ważeniu swojego życia” w skrócie:
1. Robię to dla siebie i swojego zdrowia
2. Mam plan na i krok po kroku, co miesiąc będę go realizować.
3. Muszę poprawić swój wizerunek.
4. Nie przystoi osobie „dość publicznej” występować z drugim podbródkiem
5. Warto czerpać z dobrych przykładów i dzielić się własnymi działaniami z innymi.
6. Bo warto podejmować wyzwania.

Wpis ten dedykuję przede wszystkim sobie, jako motywację do osiągnięcia upragnionej wagi. Traktuję to też jako osobiste wyznanie i próbę zachęty do działania wszystkich, którzy podobnie myślą na temat swojego zdrowia.

Trzymajcie kciuki za mnie, ja trzymam za Was.

Zanim będzie za późno…

Ostatni taki rok – bądźmy pożyteczni

39 lat minęło. Można by rzec, że to bardzo symboliczny czas bo powszechnie mówiąc już za rok, zmiana kodu czwórka z przodu. I co dalej? O tym dowiecie się za rok, ale co do tego czasu w ostatni rok przed czterdziestką?

Dzień 39. urodzin zaczął się jak na mnie przystało dość standardowo. Krótko po północy skończyłem obowiązki związane z działalnością Komendanta Hufca. Później żabi skok między Włocławkiem a Warszawą, kilka godzin snu i do pracy. 8 godzin bardzo wymagających jak na ten dzień służbowych działań kończy się chwilą pracy przy komputerze w towarzystwie dobrego obiadu Na Skrajnej

Potem upragnione spotkanie z rodziną. Biały tydzień Ewy trwa, więc cała ekipa dumnie uczestniczy w nabożeństwie majowym korzystając z radosnej atmosfery komunii świętej.

Następnie smaczne lody (Magnum oczywiście), coś na ząb i przygotowania do wieczoru. Przed urodzinowym tortem rowerowa przejażdżka – 39 kilometrów na 39 urodziny, umilona muzyką Dżemu ze Spotify.

Pożyczony od kolegi, na przygotowania http://bydgoszcztriathlon.pl super rower

Potem tort, tradycyjne 100 lat odśpiewane przez trójkę (najmłodszy już spał) i czas na chwilę zadumy i rozmyślań.

I tak trochę zastanowiłem się nad tym swoim życiem i uważam, że mam same podstawy by nazywać się szczęśliwym człowiekiem. O tym co mi się udało opowiem Wam kiedyś, ale najważniejszym osiągnięciem jest moja rodzina.

Co jednak na ostatni rok przed czterdziestką? Być pożytecznym, zanim będzie za późno.

Dalej będę pełnić swoje role i wywiązywać się z każdej jak najlepiej. Dla tych, którzy mnie jeszcze moje role to: mąż, ojciec trójki dzieci, instruktor ZHP (komendant hufca i przewodniczący rady chorągwi kuj-pom), pracownik korporacji i drobny przedsiębiorca. Nie jest tego mało i równowagę czasami ciężko zachować. Ale sprawę ułatwia wizja końca życia, co chcemy osiągnąć i jakie trwałe ślady po sobie zostawić. Zachęcam Was przy okazji do takiej projekcji i zobrazowania sobie pozostawienia po sobie świata.

Rodzina Walburg’ów – Michał, Marta, Ewa, Piotr, Rafał

Ostatnią sprawą, którą zostawiam na ten rok przed czterdziestką to zaproszenie Was do wspólnej gry. O szczegółach 10 czerwca, ale już dziś zdradzę jej sedno – być pożytecznym, zanim będzie za późno.

Do zobaczenia na szlaku, Czuwaj!

Swój Druh

Eli babka.

Babka ta jest tradycyjnym wypiekiem mojej rodziny. Od dziecka pamiętam, jak mój tata wraz z mamą przygotowywali to ciasto na święta. Wszystko w duecie. Mama dokładała składników a tata ręcznie zacierał wszystko w specjalnej misce.

Składniki:
– mąka poznańska – 2 szklanki
– mąka ziemniaczana – 1 szklanka
– śmietana
– margaryna Kasia – 1 kostka
– jaja – 5 sztuk
– cukier waniliowy
– proszek do pieczenia
– cukier 1,5 szklanki
– olejek rumowy

Potrzebne przedmioty:
– drewniana pałka do kręcenia babki
– wygodna miska do zacierania składników
– trzepaczka do jajek

Sposób przygotowania:

1. Utrzyj margarynę z cukrem i żółtkami. Używaj do tego drewnianej pałki (nigdy miksera)
2. sukcesywnie dodawać, po pół szklanki mąki rozcierając z poprzednimi składnikami
3. Dla rozluźniania ciasta dodawać pomiędzy szklankami z mąką po kilka łyżek śmietany
4. Dosypać cukier waniliowy i proszek do pieczenia.
5. Ubić pianę z białek (używając trzepaczki do jajek aż do momentu, gdy piana nie wypadnie z małej miski po jej odwróceniu do góry nogami), dodać do poprzednich składników
6. Wymieszać całość i do tego dodać 6 kropelek olejku rumowego
7. Całość dokładnie jeszcze raz przekręcić do dokładnego rozprowadzenia olejku rumowego.
8. Nałożyć ciasto do 2 blaszek i piec do zarumieniania.

Babkę można podawać posypaną cukrem pudrem. Najlepiej smakuje posmarowana masłem i popijana mlekiem.

Smacznego!

ELI BABKA – piaskowa babka na święta, przepis rodzinny: http://swojdruh.pl/eli-babka/

WP_20131128_008

 

Spójrz sobie w oczy

Jestem  przekonany, że większość z Was, zarówno kobiet i mężczyzn, każdego dnia staje na chwilę przed lustrem. Kobiety by zrobić makijaż, ułożyć fryzurę czy sprawdzić swój wygląd. Mężczyźni podczas golenia się.

Często bywa, że jest to jedyna chwila w ciagu dnia nieskrępowanego zatrzymania swoich myśli oraz niepowtarzalna szansa spowolnienia otaczającego nas świata. O czym myślisz gdy patrzysz w swoje oczy?

Działać tak, żeby móc zawsze sobie spojrzeć w oczy to pewne oczekiwanie każdego z nas. Tylko czy zawsze nam się to udaje? Czy jesteśmy zadowoleni z naszego życia, podejmowanych działań, osiąganych celów? Każdy ma na to swoją odpowiedź, bo każdy z nas inaczej jest kowalem swojego losu. Ale warto starać się pisać swoją historię tak, by na ostatnich jej kartach widniało pozytywne podsumowanie.

Nasze życie to wiele ról do spełnienia. Najważniejsze w moim życiu to mąż, ojciec i harcerski lider. Czasami nie łatwo znaleźć harmonię w wywiązywaniu się z tych ról należycie. Ale gdy uświadomisz sobie, że Twoje istnienie ma znaczenie dla konkretnych działań i pozostawienia pożytecznych śladów, łatwiej o motywację i wzmożenie zaangażowania do bycia lepszym. Tym bardziej gdy Twoja rola ma pozytywny wpływ na Twoich najbliższych.

 

Dlatego róbmy wszystko, aby zawsze stając przed lustrem być przekonanym o słuszności swoich wyborów. By codziennie z czystym sumieniem móc sobie spojrzeć w oczy.

Świetna stara piosenka.

Moja osobista bohaterka

Aby być bohaterką nie trzeba żyć w trudnych czasach. Choć trudne czasy to pojęcie dziś względne. Prawdziwe bohaterki są wśród nas. Wystarczy dobrze się rozejrzeć.

Moją osobistą bohaterką jest moja żona. Choć to żadne odkrycie, utwierdzać się o tym można wiele razy. Aktualnie mam okazję naocznie przekonywać się o słuszności tej tezy.

Wiadomym jest, że gdy mężczyznę dopadnie gorączka bliska 40 stopni jego życie wisi prawie na włosku. Gdy podobna sytuacja spotka kobietę, potrafi prawie bez uszczerbku zajmować się dotychczasowymi obowiązkami. Tym razem rodzinnie uzgodniliśmy, że chorą żonę – mamę trzeba odciążyć i położyć do łóżka.

IMG_1681
Pierwsze spotkanie z nowym członkiem rodziny – Duża Rodzina w komplecie – styczeń 2016

Od stycznia tego roku jesteśmy dużą rodziną, więc obowiązków jest 3 razy więcej niż w czasach kawalerskich. Dlatego gdy dochodzi do zastępstwa za chorą żonę – mamę, nagle trzeba poznać tajemną wiedzę i ogarnąć trylion najróżniejszych spraw.

W której szufladzie układa się duże garnki ze zmywarki?  Jakie ubrania uszykować Ewie do szkoły? Gdzie jest czapka Michała? Jak długo nosić Rafała na ramieniu żeby się nie ulało? Ile kanapek przygotować do szkoły? Czy tetrowe pieluchy też się prasuje? Kto nakarmił dziś rybki? A te ubrania to pierze się z białymi czy kolorowymi? Które ręczniki są dzieci? Znów skończyło się mleko? Ile łyżek kakao do kakao? Dlaczego te dzieci jeszcze nie śpią? Wydaje mi się że woda w kąpieli ma odpowiednią temperaturę, ale one wciąż narzekają. Znów się pobili…

Tych pytań, sytuacji i działań o których istnieniu na codzień się nie wie, bo są umiejętne zarządzane i realizowane przez zdrową żonę – mamę – na codzień jest co niemiara! Choć zwykle dzielimy się obowiązkami, to w chwilach zastępstwa okazuje się, że w niektórych okolicznościach bez instrukcji i wsparcia informacyjnego byłbym całkowicie bezradny.

Dlatego jak wspomniałem na wstępie, moją osobistą bohaterką jest moja żona Marta. Opisane „zastępstwo” to tylko jeden z przykładów, ile trudu i zaangażowania w wychowywanie dzieci i prowadzenie domu to wszystko kosztuje.

Sądzę, że takich kobiet – żon i mam jest w naszym otoczeniu nie mało. Dlatego każdy z nas – mężów – ojców, w szczególny sposób powinien dbać o swój skarb i zawsze znajdować czas by dzielić trud codzienności i dążyć do chwil wspólnego wytchnienia.

IMG_2341
Piękni, młodzi, otwarci na życiową przygodę – 10 sierpnia 2002

Dziękuję Ci Marto, moja osobista bohaterko!

Swój Druh.

Dzień Kobiet 2016

Mój list do M.

„Mamo piszę, do Ciebie wiersz. Może ostatni, na pewno pierwszy”

Słowa te są dla większości z Was są dobrze znane. Przede wszystkim dlatego, że spotkali się tutaj ludzie bliscy mnie i mojej siostrze. Razem przecież wychowywaliśmy się na słowach piosenek Ryśka Riedla z Dżemu.

Wielu z nas czasami wątpi w obecność, bądź istnienie Boga. Tak też wątpił Rysiek pisząc w liście do swojej Mamy. Lecz tak na prawdę gdzieś w głębi siebie w chwilach prawdziwego zwątpienia, gdy nie radzimy sobie ze wszystkim to właśnie Bóg jest tą jedyną drogą do nadziei i jakiegokolwiek sensu.

Cytowane słowa „nie ma Boga nie” to zwykły wyraz bezsilności i podkreślenie tego, jak trudno poradzić sobie z niespotykaną dotychczas, nieopisanie trudną sytuacją. Błądzić i szukać, to nasza ludzka natura.

Każdy z nas w swoim życiu pełni różne role. Są to role w rodzinie, jak również te w społeczeństwie. Dziś chcę Wam przybliżyć, jakie role pełniła Elżbieta Walburg.

MAMA

Dawała nam przykład, jak żyć w zgodzie z Bogiem i szanować innych ludzi. Czasem była surowa a jej zasady nam nastolatkom wydawały się niezrozumiałe. Mimo to szanowaliśmy ją. Była blisko nam w każdej trudnej sytuacji. Na tyle ile mogła i umiała, wspierała nas. Nie wstydziliśmy się mówić do niej Mamusia. Nawet w towarzystwie.

BABCIA

Dzięki swoim manualnym zdolnościom, chętnie tworzyła szydełkując i pleść wełnę na drutach. Pamiątką pozostaną wszystkie ręczne produkcje, w szczególności te z angielską flagą. Była kochana przez swoje wnuczki. Monika, do końca opiekowała się Babcią odważnie pomagając w codziennej pielęgnacji. Ewa zawsze znalazła ulubione maskotki i świetną przestrzeń do zabawy. Ku naszej uciesze, babcia nie rozpieszczała jej słodyczami.

DSC_7103-1024x768

SIOSTRA

Zawsze cieszyła się z odwiedzin i spotkań. Jak tylko mogła, starała się pomagać, gdy tylko było potrzeba. Dbała o wspólne relacje.

CIOCIA

Zawsze była otwarta. Chętnie gościła wszystkich u siebie w domu. Niektórzy, byli częstymi bywalcami. Mama to bardzo lubiła.

TEŚCIOWA

Uwierzyła w szczęście swych dzieci. Nasza rodzina, szczerze się powiększyła. Bywało, że zrozumienia czasem zabrakło. Mimo to wierzę, że nie pozostała żadna uraza, a wszystko co się złego przytrafiło, zostało wybaczone.

SĄSIADKA

Nie lubiła plotek. Nie była złośliwa. Była serdeczna i szczera. Czy była lubiana? To wiedzą wszyscy, którzy mieszkali w jej otoczeniu.

PRZYJACIÓŁKA

Czyją była przyjaciółką? Na pierwszym miejscu mej siostry. To one zawsze dzieliły się swoimi problemami i potrafiły przegadać niejedną godzinę osiągając radość i satysfakcję z dialogu. Ale oprócz Ani, była przyjaciółkom nas wielu.

HARCERKA

Choć nie była harcerką, zawsze była nam bliska.
Od początków mojego „harcowania” wspierała mnie w działaniu i była oddana harcerzom. Wyhaftowała proporzec oraz uszyła chusty dla pierwszej prowadzonej przeze mnie drużyny – 144 WDH PARASOL.

Potem kibicowała drużynie, która ukształtowała mnie jako harcerza, później instruktora. To właśnie ze 147 WDW SCATTER do dziś z siostrą mamy przyjaciół, na których zawsze możemy liczyć.

Prawie do końca, interesowała się działalnością Hufca Włocławek. Jej mieszkanie było miejscem, gdzie pomiędzy kadrą hufca przekazywaliśmy sobie ważne materiały, wszelkie przesyłki czy informacje. Dbała o nas na tyle ile umiała i sił jej starczało.

JEJ DOBRY PRZYKŁAD.

Płaciła abonament Telewizyjny.

Była oszczędna (zawsze ganiała za niepotrzebnie świecące się światło).

Lubia przyrodę. Pokochała góry.

Lubiła porządek, a w mieszkaniu zawsze było czyściutko.

Rachunki płaciła na czas. Nie lubiła mieć jakichkolwiek spóźnień, czy zaległości.

Choć paliła papierosy, zawsze przestrzegała swoich bliskich przed tym złym nawykiem.

D Z I Ę K U J E M Y C I M A M O

Byłaś blisko nas wszystkich. Począwszy od moich wszystkich przyjaciół, kolegów, harcerek i harcerzy. Każdy z nas wie i pamięta każdą wspólnie spędzoną minutę. Mamy co wspominać.

Dziś dziękujemy Ci Mamo za to wszystko. Za wzorowo wypełnione przez Ciebie swe role. Będziemy z dumą wspominać Twoją historię. Dziękujemy Ci też za to, jakimi ludźmi jesteśmy. Nie zawsze się zgadzaliśmy. Czasem było głośno i nerwowo. Jak to w każdej rodzinie. Ale na koniec potrafiliśmy się do siebie przytulić, zapłakać i dalej tworzyć rodzinę. Wspaniałą rodzinę.

Cześć Twojej Pamięci. Czuwaj Elu!

DSC_7201-1024x680

List do M – to unikatowa piosenka Ryśka Riedla zespołu Dżem. Przedstawiam Wam wyjątkowo wzruszającą wersję. Akustyczna gitara, zmęczony i osłabiony głos Ryśka przybliża do emocji, które mnie dzisiaj towarzyszą.